Rysy 2499 m n.p.m. najwyższe szczyty gór w Polsce 5/28

Strona główna / Korona gór Polski / Rysy 2499 m n.p.m. najwyższe szczyty gór w Polsce 5/28

Rysy 2499 m n.p.m. najwyższe szczyty gór w Polsce 5/28

Na szczycie Rysów

Rysy 2499 m n.p.m, to najwyższy szczyt w Polsce, a jego zdobycie zawsze kojarzyło mi się z wyczynem dla taterników. Odkąd dowiedziałam się, że od strony Słowackiej nie jest to wcale takie trudne, myśl zdobycia Rysów nurtowała mnie coraz bardziej i nie dawała spokoju.

To musi być bardzo ekscytujące zmierzyć się z własnymi słabościami, dotrzeć na najwyższy szczyt i popatrzeć z dachu Polski na panoramę naszego pięknego kraju.

W czerwcu tego roku właśnie obchodzimy 10 rocznicę wejścia na Rysy, tym razem moja opowieść będzie wspominkowa.

Popradskie Pleso

Pomysł narodził się po przeczytaniu artykułu zachęcającego do wejścia na szczyt z opisem trasy od strony Słowackiej. Nigdy nie przyszło mi wcześniej do głowy, że zwykli, nizinni pracownicy biurowi, bez przygotowania taterniczego mogą porwać się na taki wyczyn.

Na Słowację przyjechaliśmy dwa dni wcześniej, aby zaaklimatyzować się w wyższych partiach gór i rozchodzić nogi. Daliśmy sobie też czas, aby wybrać najbardziej pogodny dzień na tę wyprawę.

{google_map}Rysy{/google_map}

Nocleg w schronisku Popradskie Pleso, które jest położone równie malowniczo, jak schronisko nad Morskim Okiem, dał nam optymalny punkt startu z wysokości 1 494 m.
I tu muszę dodać dla jasności, że w 2004 roku znalezienie w internecie opisów trasy na Rysy było raczej niewykonalne, dlatego można powiedzieć, że szliśmy w nieznane. Jedyne informacje, które były dla nas dostępne to artykuł z gazety opisujący co nieco i mapa z oznakowaniem tras i podanymi w jednostkach godzinowych czasy dotarcia do poszczególnych miejsc. Niestety nie wiedzieliśmy, czy brane były pod uwagę obliczenia osób takich jak my, podążających raczej spacerowym krokiem i wiele odpoczywających, czy może dużo szybszych, którzy wyprzedzali nas bez trudu, prawie wbiegając pod górę.

Wyruszamy na Rysy.

Bladym świtem startujemy, aby wrócić przed zmrokiem. Podążamy niebieskim szlakiem w kierunku Mengusovskiej Doliny. Na starcie witają nas spakowane tobołki- plecaki z informacją, który ile waży, zawierające żywność i węgiel i napis, że możemy się pokusić i wchodzić na Rysy z obciążeniem. Towary należy zanieść do schroniska Chata pod Rysmi, które jest zaopatrywane jedynie w to, co zostanie wniesione na plecach. Zapłatą dla tragarza jest pyszna herbatka. Nie muszę chyba pisać, że egoistycznie nie pokusiliśmy się na taki dodatkowy wysiłek, jednak wielu tragarzy wyprzedzało nas na trasie (hi, hi, pomimo obciążenia byli szybsi od nas).


Trasa pnie się łagodnie wśród drzew potem coraz bardziej stromo i drzew coraz mniej a zaczyna się kosodrzewina.
Dochodzimy do tablicy Pod Żabim Potokom na wysokości 1580 m n.p.m.
Stąd do Żabiego Plesa zaledwie 0:45 godz.
Do schroniska Chata pod Rysmi 2:00 godz.
a na Rysy 2:45
Pogoda nam dopisuje , słońce czasami chowa się za chmurami, ale to dobrze, przynajmniej nie męczy nas upał.
Jedna z piękniejszych dolin Żabie Pleso zieleni się od glonów porastających srebrne skały. Tu  robimy dłuższą przerwę. Podczas posilania się odwiedził nas świstak, który ciekawsko wystawił nosek, ale gdy wykonałam ruch ręką, aby chwycić aparat fotograficzny, płochliwe zwierzątko szybko się skryło. Szkoda, bo więcej takich sytuacji już nie mieliśmy.


Na wysokości Żabiego Plesa zaczynamy iść w ubitym śniegu z niebezpiecznymi głębokimi rozpadlinami wokół nagrzewających się od słońca kamieni.
Robi się coraz trudniej, a my jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, W końcu krajobraz się zmienia i dochodzimy do skał z klamrami z wiszącymi długimi łańcuchami, które są pomocne przy wspinaczce. To jedno z bardziej wymagających miejsc, jednakże dla mnie nie było trudne wchodzenie przy pomocy łańcuchów, ale w drodze powrotnej schodzenie. Tutaj długie łańcuchy wiszące luźno, za które chwyta kilka osób i ciągnie każdy w swoją stronę, nie dają mi poczucia bezpieczeństwa, bo huśtają się odciągając mnie od szlaku.


Wreszcie dochodzimy do schroniska Chata pod Rysmi, czyli jesteśmy na wysokości 2250 m n.p.m. tutaj obowiązkowa przerwa, a mnie dopada kolejny kryzys.
Jest już południe. Do szczytu z informacji wynika, że jeszcze godzina drogi. Zaledwie godzina – dam radę, choć hmm wcześniej z różnicy czasów wynikało, że z tego miejsca będzie zaledwie 45 minut, ciekawe, kto ukradł 15 minut?
Będąc w schronisku koniecznie należy odwiedzić wychodek, który swą niezwykłość zawdzięcza położeniu, w jakim się znajduje. Drewniana konstrukcja toalety zawieszona jest nad przepaścią. W takich okolicznościach przyrody można się zrelaksować i oddać wiadomo co. Jest to jedyna toaleta na całej trasie, ta, służy również osobom pracującym i gościom schroniska.
Idziemy dalej, droga wąska z topniejącym śniegiem prowadzi na przełęcz Waha, na wysokości 2340 m n.p.m.

 

Skręcając ze szlaku nieco na prawo, dochodzimy łatwo do skraju urwiska z fantastycznym widokiem.
Tu, przez naszą niewiedzę, ale też z braku jakichkolwiek oznakowań, mogło dojść do nieszczęścia.
Podziwiając widoki, zauważyliśmy, że osoby stojące z boku dają nam energicznie znaki, że mamy się wycofać.
Szybko opuściliśmy to miejsce i podeszliśmy do nich. Z ich punktu patrzenia okazało się, że staliśmy nad przepaścią na nawisie śnieżnym, który wcześniej czy później zapewne oderwał się od skały. Mam nadzieję, że nikt z turystów wtedy tam nie przebywał. Nam, dzięki naszym wybawcom, udało się.

 

Ostatnie podejście na szczyt Rysów po osuwających się kamieniach

Ostatnie podejście na sam szczyt Rysów bardzo stromy, po osuwających się kamieniach. Ostrożnie stawiam każdy krok, bo nogi dygoczą od zmęczenia, ale myśl o dotarciu na szczyt dodaje mi energii.
Po raz kolejny wydaje się, że to już tuż tuż, a potem cel się oddala i okazuje się, że to jednak jeszcze nie teraz.

Na Rysach

I na koniec kolejka osób oczekujących na wejście na sam szczyt Rysów, bo od strony polskiej nadeszło kilka osób i siedzą na najwyższym kamieniu szczytu. Ja też, skoro już tu jestem, muszę tam choć na chwilę postawić stopy. Strasznie niebezpieczna sytuacja z powodu tych kilku osób, które przemieszczając się ocierają się o siebie, a za plecami przepaść. Nie wyobrażam sobie co się tam dzieje teraz, gdy podobnież szczyt jest wręcz szturmowany przez tłumy zdobywców.W drodze powrotnej nogi odmawiają już posłuszeństwa. Schodzenie wcale nie jest takie przyjemne, jakby się mogło wydawać, zwłaszcza gdy różnice wysokości są dość spore.

Schronisko Popradskie Pleso

Podsumowując wejście i zejście na szczyt Rysów z bardzo wieloma przerwami, związanymi z kryzysami i posiłkami w obie strony w schronisku pod Rysami zajęło nam od i do Schroniska w Popradskim Plesie około 10 godzin.

Mieliśmy szczęście na słoneczną pogodę, więc podziwialiśmy przepiękne krajobrazy, a widok z wierzchołka Rysów na stronę polską fantastyczny.

Satysfakcja ze zdobycia najwyższego polskiego szczytu jest ogromna!!!

Trasa jest długa, różnica wzniesień ok. 1000 m , początkowo nie jest trudna, potem coraz bardziej stroma, aż do apogeum odcinku z łańcuchami, potem znowu średnio stroma i ostatni odcinek samo podejście na Rysy chyba najbardziej niebezpieczne przez te ruchome obsuwające się kamienie na całkiem stromym zboczu.

Ważnym jest przygotowanie się na zmiany pogody, my mieliśmy rozpiętość od upału przy schronisku do śniegu na trasie, a słoneczna pogoda szybko, ale na całe szczęście na krótko zmieniła się w mleko, z powodu potężnej chmury, która zawisła sobie na naszej wysokości..

Czy jeszcze raz tam wejdę?? Chyba nie, to jednak było wyczerpujące i raczej dla osób mających kondycję i zdrowe nogi,, ale… stare przysłowie mówi „nigdy nie mów nigdy”.

Pozdrawiam,

Barbara

Jeśli opisy wycieczek przeczytałaś/eś z przyjemnością i chcesz otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach polecam pozostawienie maila lub założenie subskrypcji (w panelu po lewej).

Polecane wpisy

Dodaj komentarz

Zacznij pisać i naciśnij klawisz Enter, aby szukać

Wielka Sowa